Na łowisko dotarliśmy około 8 rano. Mimo wczesnej pory termometr wskazywał już ponad 25 kresek. Wędkowanie w taki upał jest dość trudne, karpie nie zawsze są chętne do pobierania pokarmu. Wiedząc o tym, postanowiłem zanęcić łowisko mniejszą ilością, ale za to wysokiej klasy towarem. Do karmienia przygotowałem kulki truskawkowe na miksie birdfood, z dodatkiem wysokiej jakości protein pochodzenia mlecznego i ekstraktów mlecznych oraz gotowaną kukurydzę tego samego smaku. Po wytypowaniu miejscówki, dzięki pomocy mojej dziewczyny szybko posłałem w to miejsce spombem 2 kg kuleczek w rozmiarach 16 mm i 20 mm oraz 1 kg kukurydzy. Po zarzuceniu zestawów jak najszybciej schowaliśmy się w cieniu z nadzieją na odjazd karpia. Dzień minął spokojnie, jednak temperatura dochodząca do 40 stopni w cieniu wyraźnie nas wymęczyła i nie dawała nadziei na brania. Po godzinie 19, gdy się ochłodziło powoli zaczęliśmy rozkładać namiot. Wtedy sygnalizator zaczął wydawać pojedyncze piknięcia. Sprawne podniesie wędki i rozpoczęcie holu. Jednak po kilku pompowaniach ryba się spina. Mimo to byliśmy szczęśliwi, że w taki upał ryby żerują. Jeszcze przed nastaniem nocy zarzucamy ponownie kij i donęcamy  kulkami i ziarnem.
Drugiego dnia od samego świtu, słońce próbuje nas wyprosić z namiotu, tworząc w nim prawdziwą saunę. Jednak branie karpia robi to skuteczniej. Hol tym razem przebiega pomyślnie i podbieramy pięknego, mieniącego się złotem od promieni słonecznych karpia. Po kilku fotkach zwracamy mu wolność i ponownie wrzucamy do wody trochę kulek i kukurydzy.

Chciałbym teraz powiedzieć kilka słów o zestawach jakich używaliśmy. Na obu wędkach korzystałem z haków nr 4 zawiązanych miękką plecionką i zwykłym węzłem bez węzła z dość długim włosem. Kilka cm od haczyka do plecionki zawiązany był sztywny fluorocarbon, aby uniknąć splątania zestawu podczas rzutów. Na włosie znajdowały się kulki truskawkowe, z czego jedna była podpięta pływakiem truskawkowym, a druga dwoma ziarnami kukurydzy.
Wracając do zasiadki, po przerzuceniu zestawów usiedliśmy w cieniu w oczekiwaniu na kolejne branie. Gdy słońce osiągnęło prawie najwyższy punkt na niebie, sygnalizator zaczął ponownie grać melodię. Tym razem również udało się wyholować  rybę, trochę mniejszą od poprzedniej, jednak równie piękną. Bardzo szybko ją fotografujemy i uwalniamy. Po braniu ponownie zarzucamy wędkę i uciekamy do cienia.

Około godziny 16, gdy temperatura troszkę spada zwijamy wędki, pakujemy się i wracamy do domu. Podsumowując zasiadka była bardzo męcząca ze względu na wysoką temperaturę. Jednak dzięki odpowiedniej taktyce i wysokiej jakości przynętom produkcji Pawła Popowicza udało się wypracować trzy brania, z czego dwa zakończyć sfotografowaniem karpi.
Pozdrawiam
Mateusz Nowak